foto: Autorstwa Sirirat/shutterstock.com

Nie ustają doniesienia o infekcjach wywołanych przez superbakterię New Delhi odporną na antybiotyki. Zakażenia mają miejsce najczęściej w szpitalach, ze względu na panujące tam warunki i dużą liczbę chorych. Niestety często kończą się zgonem pacjentów, a jedyną bronią przeciwko patogenowi jest próbowanie kolejnych antybiotyków, leczenie objawowe oraz profilaktyczne przestrzeganie zasad higieny.

Łatwo wędrujące infekcje

Zgodnie z informacjami podawanymi przez Krajowy Ośrodek Referencyjny, w 2013 r. odnotowano jedynie 105 przypadków infekcji w Polsce. W ostatnim roku liczba ta wzrosła do 2300 zakażeń. Superbakteria atakuje osoby z osłabionym układem odporności, dochodzących do siebie po operacjach i łatwo rozprzestrzenia się między chorymi. Dlatego pacjent, u którego wykryto infekcję, powinien zostać błyskawicznie odizolowany od innych osób. Również personel medyczny mający kontakt z takim przypadkiem powinien przedsięwziąć jak najdalej posunięte środki ostrożności.

Specjaliści ostrzegają, że superbakteria w placówkach medycznych może znajdować się dosłownie w każdym miejscu. Chodzi tu o klamki, poręcze, wspólne korytarze i sale. Problem dotyczy nie tylko sal pooperacyjnych w szpitalach, ale wszystkich oddziałów, a także przychodni. Dlatego niezwykle łatwo o następne zakażenia.

Bakteria odporna na leki

Dla przypomnienia: superbakteria New Delhi, nazwana tak od miasta, w którym została zidentyfikowana po raz pierwszy, to w istocie bakteria Klebsiella Pneumoniae – New Delhi metallo-ß-lactamase, oznaczana na świecie również skrótem NDM. Rozprzestrzenia się ona na różnych kontynentach od roku 2008 i niestety jest odporna na wszystkie antybiotyki beta-laktamowe, w tym na szeroko działające karbapenemy.

Dokładna przyczyna odporności na leki nie jest jasno określona, jednak eksperci wymieniają kilka ważnych i możliwych powodów takiego stanu rzeczy. Lekarze od dawna zwracają uwagę na to, że silne substancje są przepisywane zbyt często i niepotrzebnie – np. gdy podłożem choroby nie jest bakteria, ale wirus. Na skutek takich praktyk organizmy pacjentów uodparniają się na leczenie. Częstym błędem ludzkim jest również przerywanie antybiotykoterapii. Prowadzi to do przetrwania części patogenów, które mają okazję “nauczyć się” działania leku. Kolejne pokolenia bakterii mogą na podstawie tej “wiedzy” wykształcić odporność na farmaceutyki. Ostatnią, ale nie mniej ważną kwestią jest nadużywanie antybiotyków w przemyśle oraz w rolnictwie.

Objawy i diagnostyka

Pierwszymi objawami, które powinny zaalarmować personel medyczny, szczególnie u pacjentów na salach pooperacyjnych, to bóle w klatce piersiowej, podwyższona temperatura, bóle stawów oraz rozwijające się zapalenie płuc. Ostateczną diagnozę stawia się na podstawie badania krwi. O infekcji świadczy między innymi poziom CRP, czyli białka C-reaktywnego.

Dużym problemem bywa tutaj czas – chorego należy natychmiast odizolować i wszelkimi sposobami walczyć z infekcją – tymczasem z mniejszych miejscowości, gdzie nie ma odpowiedniego sprzętu, próbki krwi bywają wysyłane do Warszawy. Tak wydłużony czas rozpoznawania choroby może spowodować śmierć pacjenta oraz zakażenie kolejnych osób. Dodatkowo, wysyłanie próbek podnosi jeszcze koszty, dlatego lekarze zlecają wykonywanie specjalistycznych badań wyłącznie w tych przypadkach, gdy pacjenci nie reagują na antybiotykoterapię.

Innym sposobem na potwierdzenie zakażenia bakterią New Delhi są badania bakteriologiczne. W tym jednak wypadku problemem jest również czas – na wyniki czeka się około 7 dni. Dlatego lekarze sięgają po tę metodę dopiero, gdy organizm pacjenta wyraźnie nie potrafi poradzić sobie z infekcją. Wtedy badania pomagają określić precyzyjnie szczep bakterii i w oparciu o antybiogram dobrać najodpowiedniejszy antybiotyk.

Jeszcze nie epidemia

Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Wojewódzkie Stacje Sanitarno-Epidemiologiczne zapewniają, że nie ma powodu do paniki. Zdecydowanie należy zachować jak największą ostrożność i włożyć jak najwięcej wysiłku w przestrzeganie zasad higieny w szpitalach, jednak nie ma na razie mowy o zagrożeniu epidemią. Według Krajowego Ośrodka Referencyjnego nosicielstwo podejrzewa się ostatnio u około 400 osób miesięcznie w Polsce.

Inspektorat Sanitarny ze zrozumiałych względów nie chce podsycać obaw – zarówno wśród pracowników medycznych, jak i wśród pacjentów. Warto jednak brać pod uwagę ostrzeżenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), według której w Polsce bakteria NDM wykazują niezwykle wysoką odporność na terapię. Problemu nie wolno zatem traktować lekko – Klebsiella pneumoniae znajduje się aktualnie na liście sześciu najgroźniejszych patogenów na świecie.