foto: funnyangel/shutterstock.com

Lekarze zwracają uwagę na problem niskiej wiedzy w społeczeństwie odnośnie różnic pomiędzy produktami leczniczymi a suplementami diety. Ostatnio na ten temat wypowiadał się w mediach specjalista w zakresie farmakologii klinicznej – dr med. Wojciech Masełbas, który trzykrotnie pełnił obowiązki prezesa Stowarzyszenia na Rzecz Dobrej Praktyki Badań Klinicznych w Polsce.

Jak twierdzi dr Masełbas, za wiele powszechnych błędów w postrzeganiu różnych środków odpowiada przemysł reklamowy. Warto zauważyć, że zręcznie opracowane kampanie reklamowe nie tylko promują określony charakter produktów, ale także kreują zapotrzebowanie na nie. A to w przypadku leków z kategorii OTC czy suplementów diety może mieć istotny wpływ na zdrowie konsumentów.

Cukierek, suplement czy lekarstwo?

Pierwszą istotną kwestią prowadzącą do omyłek jest wygląd różnego rodzaju preparatów. Dosyć mylące dla obywateli są postacie farmaceutyczne przywodzące na myśl cukierki. Warto zdawać sobie sprawę z faktu, że w zależności od zawartości substancji czynnej, lizak może zostać zaklasyfikowany jako lek, wyrób medyczny, suplement diety lub artykuł spożywczy. Liczne wątpliwości dotyczą najczęściej rozmaitych proszków i tabletek do rozpuszczania, drażetek do ssania, kapsułek lub ampułek z płynem. Mogą one bowiem do złudzenia przypominać lekarstwa lub odwrotnie – słodycze.

W efekcie tych niejasności ludzie często nie wiedzą, czy dany produkt ma udowodnione działanie terapeutyczne. Nie znają też jego profilu bezpieczeństwa ani możliwości zachodzenia interakcji z innymi substancjami. Nie są też pewni, czy określony preparat jest im rzeczywiście potrzebny, czy też obecne w nim związki są bez problemu dostarczane do organizmu w dobrze zbilansowanym codziennym jadłospisie. Przede wszystkim zaś nie wiedzą o tym, że suplementy diety nie są lekarstwami i niczego nie leczą.

Zdaniem dr Masełbasa poza nielicznymi przypadkami wyrównywania niedoborów w organizmie, skuteczność suplementów diety polega głównie na efekcie placebo. Konsumenci pragną odczuwać, że zakupiony przez nich produkt działa, więc utwierdzają się w tym przekonaniu. Oczywiście tego rodzaju preparaty zawierają witaminy, minerały, probiotyki, aminokwasy czy enzymy, a także nienasycone kwasy tłuszczowe i inne związki o potencjalnym działaniu odżywczym. Nie mogą jednak ani leczyć ani zapobiegać chorobom, ponieważ wtedy musiałby zostać zakwalifikowane jako produkty lecznicze, a co za tym idzie – spełnić szereg wymogów obowiązujących lekarstwa.

Wiele osób odnosi mylne wrażenie, że suplementy muszą – podobnie jak leki – przechodzić dokładne badania potwierdzające ich bezpieczeństwo oraz skuteczność. W rzeczywistości wprowadzenie suplementu do obrotu wymaga tylko zawiadomienia Głównego Inspektora Sanitarnego. Jedyne badania, którym zazwyczaj poddawane są tego rodzaju produkty, to testy konsumenckie mające ocenić potencjalne zadowolenie z zakupu i stosowania preparatu, a także ewentualne podobieństwo do innych produktów obecnych już na rynku.

Sztuczne zapotrzebowanie

Ekspert zauważa, że reklamy wykreowały w społeczeństwie wysokie zapotrzebowanie na niektóre związki, przekonując obywateli, że do utrzymania ich prawidłowego poziomu w organizmie niezbędna jest suplementacja.

Pierwszym przykładem jest tutaj witamina C – ważna dla sprawnego działania układu odpornościowego. Dr Masełbas przyznaje, że przyjmowanie jej może uchronić od przeziębienia, jednak o skuteczności preparatów z witaminą C można mówić jedynie w wypadkach, gdy przed zastosowaniem preparatu występował faktyczny niedobór. W innej sytuacji przyjmowanie suplementów pozostaje całkowicie obojętne dla zdrowia. Organizm nie potrafi bowiem magazynować witaminy C – wszelki jej nadmiar przekraczający normalny poziom w ustroju człowieka zostaje w szybkim tempie usunięty wraz z moczem.

Kolejną substancją, która robi zawrotną karierę jest magnez. W tym wypadku należy zdawać sobie sprawę, że zarówno niedobór, jak i nadmiar tego związku może wywołać szereg negatywnych skutków. Tymczasem dr Masełbas informuje, że wystarczająca dla człowieka dzienna ilość znajduje się w pożywieniu. Ponadto organizm człowieka potrafi samodzielnie regulować poziom wchłanianego mikroelementu. Przy diecie ubogiej w magnez przyswajalność z pożywienia rośnie do 90%. Przyswajalność związku z suplementu diety jest jednak niska i większość zostaje dość szybko wydalona. W sklepach zaś można spotkać produkty z opisami mającymi działać na wyobraźnię klientów – np. “podwójna dawka magnezu”. Takie sformułowania nie są medycznie uzasadnione.

Sprytna komunikacja produktów

Określenia używane do charakteryzowania i promowania produktów również wprowadzają wiele niejasności. Na wielu opakowaniach suplementów diety znajdują się takie zwroty, jak: “przyczynia się do poprawy”, “jest uważany za” czy też “wspomaga procesy”. Brak precyzji w tego rodzaju zdaniach jest całkowicie zamierzony. Z jednej strony budzi pozytywne skojarzenia u laików, z drugiej – chroni producentów przed konsekwencjami prawnymi przedstawiania suplementów diety w charakterze leków.

Innym zabiegiem ze strony twórców reklam jest powiązanie rozmaitych codziennych czynności i nawyków z występowaniem określonych niedoborów czy dolegliwości. Gdy takie skojarzenia zostają utrwalone w pamięci odbiorców, zapotrzebowanie na dane produkty rośnie. Dobrym przykładem jest tutaj regularne i powszechne picie kawy kojarzone natrętnie z “wypłukiwaniem” magnezu. Społeczeństwo otrzymuje delikatną sugestię – kto pije kawę, powinien dodatkowo zażywać magnez. Tymczasem są to kwestie, które mogą być od siebie zupełnie niezależne. Wielu kawoszy ma zupełnie normalny poziom magnezu w organizmie.

Do szkodliwych promocji można zaliczyć również kampanie reklamowe środków mających usprawniać pracę wątroby – zwłaszcza w wypadku przejedzenia. Takie reklamy pojawiają się z nasiloną częstością w okresach świątecznych, kiedy Polacy siadają do suto zastawionych rodzinnych stołów. Bardziej sensowną poradą dla konsumentów byłoby zalecenie umiaru w jedzeniu i piciu, a nie oferowanie środka niwelującego dolegliwości. Reklama daje ludziom przyzwolenie na niezdrowe zachowania, a nawet zachęca do pofolgowania apetytowi, zapewniając jednocześnie, że dany produkt pozwoli na uniknięcie negatywnych skutków.

Zdarzają się również komunikaty, które stoją w sprzeczności z wiedzą medyczną. Dr Masełbas podaje tu przykład preparatów mających likwidować tzw. “kaszel palacza”. Tak naprawdę środki te hamują odruch fizjologiczny usuwający z dróg oddechowych zanieczyszczenia. Wśród zanieczyszczeń tych znajdują się również składniki toksyczne dostarczane do płuc wraz z dymem tytoniowym.  

Jak podaje dr Masełbas, aktualnie informacja o tym, że dany produkt jest suplementem diety musi pojawiać się na opakowaniu, ale niekoniecznie w reklamie. Jeśli zatem ktoś ma wątpliwości, czy ogląda promocję leku, czy też suplementu diety, powinien przywołać w pamięci kilka faktów.

Obecnie jedynymi lekarstwami, których sprzedaż można wspierać reklamą, są leki z kategorii OTC. Ich reklama musi być jednak ograniczona do roli źródła informacji, a jej targetem powinni być przede wszystkim pracownicy ochrony zdrowia. Ponadto musi zawierać klauzulę o treści: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu”.