foto: Din Mohd Yaman/shutterstock.com

23-letni aptekarz z Aleppo opowiada o dramatycznej sytuacji mieszkańców regionu dotkniętego wojną. Jak mówi, oprócz zaopatrywania mieszkańców w niezbędne farmaceutyki, walczy również w obronie swojej ojczyzny.

Mahmoud mieszka w Fardos, dzielnicy Aleppo. Na co dzień sprzedaje lekarstwa, a jego placówka stanowi pierwszą pomoc medyczną dla okolicznych mieszkańców. Aptekarz bierze również udział w walkach z karabinem w ręku. Jak przekonuje, obowiązkiem każdego lekarza, farmaceuty, pielęgniarza czy też ratownika jest walczyć w obronie jego sprawy, kraju i religii.

Mahmoud pracuje codziennie od wczesnego poranka. Każdego dnia gości w swojej aptece ponad 200 osób.

Jak mówi, w Aleppo bardzo brakuje farmaceutyków.

Leki, których nam brakuje to są leki na nadciśnienie, syropy dla dzieci, paracetamol, syropy przeciwzapalne, ampułki przeciwzapalne – wylicza młody aptekarz.

Jak zaznacza, większość szpitali miejskich już nie działa. Sytuacja medyczna Aleppo jest jego zdaniem “katastrofalna”. Co więcej, z dnia na dzień ulega pogorszeniu. Wiele szpitali niszczeje z powodu systematycznych bombardowań, a ranni pacjenci czekają w długich kolejkach. Jeden z syryjskich lekarzy mówi, że ludzie często boją się zbliżać do szpitali, ponieważ Rosja konsekwentnie obiera szpitale jako swoje cele ataku.

Mahmoud opowiada, że w zależności od bieżących potrzeb pełni obowiązki aptekarza lub pielęgniarza, który udziela pierwszej pomocy. Obrażenia wojenne to przede wszystkim amputacje górnych lub dolnych kończyn czy tzw. porażenie połowiczne. Zdarza się, że ranni tracą oko i wzrok.

Mahmoud opowiada też z przejęciem o dramatycznym losie dzieci z Aleppo.

Jak mówi, zakrapia oczy tym, które ucierpiały wskutek ataku gazem chlorowym. Bombardowania niszczą domy i szkoły, przez co dzieci nie mogą normalnie się uczyć i cierpią psychicznie. Codzienna obawa o przetrwanie uniemożliwia im zwykłe funkcjonowanie.

Sam Mahmoud również osobiście ucierpiał  w wyniku działań wojennych. Jego brat imam Kasim Hadż Kasim zginął 7 stycznia 2014 roku. Człowiek ten niósł niezbędną pomoc tysiącom najbiedniejszych mieszkańców Aleppo, organizując piekarnie i punkty dystrybucji chleba. Prowadził organizację pozarządową People in Need, był jej koordynatorem na ten rejon – opowiada ze wzruszeniem jego brat.

Wspomina, że tamtego tragicznego dnia Kasim Hadż Kasim był w drodze do domu, chcąc odwiedzić rodziców. Kiedy wysiadał z samochodu, spadła rakieta i poważnie zraniła jego i jego kolegów. Przewieźliśmy ich do szpitala, aby ich uratować – opowiada poruszony brat. Okazało się jednak, że placówka nie dysponuje odpowiednim sprzętem do wykonania zabiegu wobec poważnych obrażeń głowy, jakich doznał ranny.

Młody aptekarz opisuje dramatyczną codzienność miasta dotkniętego wojną. Palimy opony co rano, gdy toczą się walki. Dzieci z Aleppo to robią, żeby osłonić dymem dzielnicę i wesprzeć walczących powstańców, aby uniemożliwić lotnikom wojskowym osiągnięcie ich celów, czyli bombardowanie powstańców lub dzielnic miasta  – relacjonuje.

Mahmoud opowiada, że sytuacja żywnościowa Aleppo jest bardzo trudna.

Wielu ludzi nie stać na podstawowe produkty i żyją tylko z miesięcznych przydziałów. Brakuje miejsc pracy, więc duża grupa mieszkańców nie może zarabiać na swoje utrzymanie. Bombardowania niszczą obiekty publiczne i utrudniają poruszanie się po mieście. Ponadto występują olbrzymie problemy z dostępem do prądu. W niektórych dzielnicach miasta korzysta się z generatorów.

Od 2012 roku Mahmoud walczy z karabinem w ręku. Walka nie była naszym wyborem. Została nam narzucona – mówi.

Jak zapewnia, nie zamierza uciekać z Aleppo, tylko konsekwentnie walczyć o przyszły byt ojczyzny.

Aptekarz podkreśla z przejęciem: to jest moje miasto i miejsce, gdzie się urodziłem. Mogę tylko umrzeć tutaj,albo zwyciężyć. Ucieczka z Aleppo nie jest wyjściem.

Jak mówi, walczy w obronie swojego kraju i wartości, w które wierzy. Wie, że ceną może być utrata najbliższych, własnego zdrowia lub życia. Przekonuje jednak, że warto podjąć to wyzwanie. Za wolność albo za to, o co człowiek odważył się prosić – deklaruje młody aptekarz.

Źródło: tvn24.pl.