foto: Image Point Fr/shutterstock.com

W czwartek sejmowa Komisja Zdrowia debatowała nad projektem dotyczącym dostępu do tabletek “dzień po” w niezwykle burzliwej atmosferze. Padały między innymi słowa o “powrocie do średniowiecza” czy “zabijaniu poczętych dzieci”.

Obrady Komisji dotyczyły projektu przewidującego dostęp do antykoncepcji awaryjnej wyłącznie na receptę. Posłanki i posłowie rozpatrywali także nowe przepisy ułatwiające dostęp do niestandardowej terapii w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. Gorącą dyskusję wywołał jednak tylko wątek dotyczący tabletek “dzień po”.

Przedstawiając założenia projektu, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł podkreślał, że aktualnie wszystkie hormonalne leki antykoncepcyjne dostępne są na receptę.

Proponowane przez resort zapisy mają zaś służyć zapewnieniu pacjentkom poczucia bezpieczeństwa.

Rozwiązanie to umożliwi pacjentkom zasięganie opinii lekarza, uzyskanie porady, czy preparaty te nie wpływają negatywnie na zdrowie pacjentów – przekonywał minister.

Ponadto powołał się na opinie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych i Europejskiej Agencji Leków, wskazując, że hormonalne leki antykoncepcyjne to środki o działaniu silnym, potencjalnie niebezpieczne, wchodzące w wiele interakcji.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości dziękowali Konstantemu Radziwiłłowi za omawiany projekt. Reprezentująca tę partię Bernadeta Krynicka mówiła o słusznych przepisach, które ograniczą “młodym dziewczynom” dostęp do tabletek “dzień po”. W tej chwili jest parodia: każde inne leki antykoncepcyjne w tym kraju są na receptę, a tabletka dostępna dla piętnastolatki bez – przekonywała posłanka. Zwróciła się też do reprezentantów sejmowej opozycji, aby nie wypowiadali się w imieniu wszystkich Polek.

Z kolei jej partyjny kolega Krzysztof Ostrowski stwierdził, że tabletka EllaOne ma również działanie wczesnoporonne. W odpowiedzi na zarzuty o cenzurę światopoglądową wywodził: oczywiście, że mamy demokrację, mamy wolność, ale ta wolność musi być sensownie używana, musimy się opowiedzieć czy jesteśmy za życiem, czy jesteśmy za śmiercią.

Krytyczne stanowisko w sprawie omawianego projektu zajęli przedstawiciele opozycji.

Podczas debaty zwracali uwagę na fakt, że w wyniku wdrożenia nowych przepisów wiele kobiet zostanie pozbawionych możliwości uzyskania recepty w czasie gwarantującym skuteczność działania tabletek “dzień po”.

Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz z ugrupowania Nowoczesna przekonywała, że ograniczenie dostępności do antykoncepcji awaryjnej jest sprzeczne z zobowiązaniami Polski wynikającymi z konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Monika Wielichowska z Platformy Obywatelskiej wyliczała natomiast  działania obozu rządzącego w sprawach dotyczących zdrowia intymnego. Zlikwidowaliście in vitro, likwidujecie standardy opieki okołoporodowej, zabieracie dostęp do antykoncepcji awaryjnej, promujecie środki na erekcję, promujecie stosowanie klauzuli sumienia, robicie internetowy kalendarzyk małżeński za 3 mln zł – wytykała.

Jej zdaniem omawiany projekt oznacza “powrót do średniowiecza”, ponieważ nowoczesną medycynę zastępuje ideologia.

Wobec narastającej temperatury dyskusji przewodniczący Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz (PO) ogłosił przerwę w obradach. Posłowie opozycji pytali ministra Radziwiłła o jego słynne wystąpienie, podczas którego zadeklarował, że jako lekarz odmówiłby przepisania tabletek “dzień po” nawet kobiecie zgwałconej. Przewodniczący Arłukowicz zwrócił się do szefa resortu bardzo emocjonalnie: mam nadzieję, że przyjdzie czas, że pan przeprosi za te słowa (…). Ja się nigdy w życiu nie spodziewałem tego typu słów z ust ministra, polityka, ojca.

Odpowiedź ministra była równie zdecydowana. Jak zaznaczył, nie widzę żadnych okoliczności, żeby zabić dziecko, niezależnie od tego, w jakich okolicznościach ono się poczęło.

Choć grupa posłów PiS wypowiedź ministra przyjęła oklaskami, to słowa o “zabijaniu” wzburzyły reprezentantów partii opozycyjnych.

Szef resortu zdrowia nie ustępował: to jest moje stanowisko. To nie ma nic wspólnego z moją funkcją. Mam prawo do tego, żeby trzymać się swojego sumienia i nie zostawiać (…) go przed gabinetem.

Uzasadniając proponowane przez Ministerstwo przepisy, Konstanty Radziwiłł próbował przekonywać, że środek “dzień po” może w zależności od momentu, w którym został przyjęty, oznaczać, że dalszy rozwój ciąży nie jest możliwy. Minister uważa, że stosowanie omawianych tabletek wiąże się z potencjalnym niebezpieczeństwem. Argumentując wprowadzenie recept, wskazywał, że podobne zasady obowiązują przy wydawaniu innych lekarstw, które należy jak najszybciej przyjmować. Jako przykład minister podał preparaty ratujące życie pacjentów, którzy wchodzą we wstrząs anafilaktyczny.

Źródło: Polska Agencja Prasowa.