foto: Phovoir/shutterstock.com

Specjaliści zwracają uwagę na fakt, że znaczna część Polaków niepotrzebnie przyjmuje nadmierne ilości środków przeciwgorączkowych. Jak twierdzi prof. Wiesław Kozak z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu, wynika to w dużej mierze z braku wiedzy na temat gorączki oraz jej roli w organizmie człowieka. Zazwyczaj pacjenci uważają ją za objaw infekcji, który należy jak najszybciej zwalczyć, aby nie rozwinął się do groźnej postaci.

Na czym polega gorączka?

Prof. Kozak jest dziekanem Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UMK, kierownikiem zakładu immunologii oraz ekspertem w dziedzinie badań nad gorączką. Tłumaczy, że należy ją postrzegać przede wszystkim jako reakcję fizjologiczną organizmu na dany czynnik środowiskowy. Reakcja ta jest zapisana w genach, a bodźcem może stać się dowolny patogen – wirus, toksyna, a nawet uraz fizyczny, element wywołujący stres czy świeża opalenizna.

Niewielkie podniesienie temperatury ciała pełni funkcję stymulatora oraz trenera dla układu odpornościowego, stanowi też dowód, że układ ten działa poprawnie. Dlatego, jeśli nastąpił wzrost o nie więcej niż kilka stopni, zwykle nie ma potrzeby zażywania środków przeciwgorączkowych. Warto wiedzieć, że pojawienie się gorączki uruchamia reakcję homeostatyczną, która samodzielnie przeciwdziała nadmiernemu wzrostowi temperatury.

Specjalista informuje również, że temperatury w okolicach 37,2°C nie można uważać nawet za gorączkę. Taki wynik przy infekcji może za to oznaczać, że osłabiony organizm nie jest w stanie z jakiegoś powodu rozwinąć właściwej reakcji obronnej. Warto wtedy pomyśleć o wzmocnieniu swojej odporności.

Kiedy zaczyna się zagrożenie – praktyczne wskazówki

Właściwy termin “gorączka” zaczyna obowiązywać dopiero od 37,4°C, a od 41,1°C uznawany jest za zagrożenie dla człowieka. U małych dzieci temperatura potrafi niekiedy sięgnąć nawet 42 stopni.

Zazwyczaj przyjmuje się, że wynik pomiędzy 37,2°C a 38°C to stan podgorączkowy wymagający obserwacji dziecka. Przedział 38°C – 38,5°C stanowi  gorączką umiarkowaną, przy której trzeba dziecko ochłodzić i/lub zastosować łagodny środek przeciwgorączkowy. Za wysoką gorączkę uważa się wynik przekraczający 38,5°C – należy wówczas podać leki oraz dążyć do intensywnego obniżenia temperatury.

Małym dzieciom można wtedy podać lekarstwa z paracetamolem bądź ibuprofenem, ściśle przestrzegając przy tym zaleceń producenta, chyba że lekarz zdecyduje inaczej. Leki dla najmłodszych pacjentów są produkowane w syropach, czopkach bądź roztworach doustnych. W przypadku syropów mają zwykle dodatkowo przyjemny smak i kolor, co ułatwia przyjęcie środka. Należy bezwzględnie pamiętać, że dzieci do 12. roku życia nie mogą zażywać aspiryny, ponieważ grozi to rozwojem zespołu Reye`a.

Wynik powyżej 41 stopni oznacza pilną konieczność wezwania pomocy lekarskiej. W krytycznej sytuacji należy przede wszystkim chronić mózg przed przegrzaniem – służą do tego okłady i kompresy. Zarówno obwodowy układ nerwowy, jak i narządy wewnętrzne są dość odporne na wysoką temperaturę. Nie można jednak powiedzieć tego o ośrodkowym układzie nerwowym.

Szykując chłodzące okłady należy pamiętać, że nie mogą być one lodowate. Jak wskazuje prof. Kozak, przykładanie zbyt zimnych kompresów to częsty błąd popełniany w warunkach domowych –  może wywołać dalszy wzrost temperatury zamiast jej obniżenie. Aby tego uniknąć wystarczy utrzymać temperaturę okładów w okolicach 20°C.

Nadużywanie środków przeciwgorączkowych

Z obserwacji lekarzy wynika, że wielu obywateli sięga po tego rodzaju lekarstwa już przy temperaturze wynoszącej 37 – 37,2°C. Dzieje się tak szczególnie w przypadku choroby dzieci – rodzice wolą niemal dosłownie “dmuchać na zimne” i zapobiegać ewentualnemu rozwojowi gorączki, kiedy nie ma jeszcze powodów do niepokoju. Jednak zbijając za wszelką cenę podwyższoną temperaturę nie leczą w żaden sposób jej przyczyny. Na dłuższą metę takie postępowanie może doprowadzić do osłabienia układu immunologicznego dziecka.

Zanik prawidłowej reakcji układu odpornościowego obserwuje się też u osób w średnim wieku. Niektórzy pacjenci twierdzą na przykład, że od dziesięciu lat nie doświadczyli żadnej gorączki. Zdaniem eksperta jest to bardzo zły prognostyk, bo informuje o wyłączeniu procesów obronnych organizmu. Za taki stan uśpienia odpowiada tzw. diastezja gorączkowa, czyli nabyty syndrom bezgorączkowy, którego źródłem jest właśnie nadużywanie ww. leków. Taki syndrom może nawet podnosić ryzyko rozwoju choroby nowotworowej. Lekarze mają do czynienia z wieloma przypadkami, kiedy nowotwór diagnozowany jest u osoby pozornie cieszącej się dotychczas tzw. “końskim” zdrowiem.

Niestety zgodnie z relacją prof. Kozaka, świadomość zdrowotna w temacie gorączki jest w społeczeństwie dosyć niska. Dlatego wielu ludzi ulega sugestiom reklam produktów leczniczych OTC przeznaczonych do zbijania gorączki. Reklamy wielokrotnie emitowane w mediach uczą obywateli prostej reakcji na lekko podwyższony wynik. Natomiast lekarze w przychodniach zbyt rzadko ostrzegają przed skutkami nadużywania leków.

Eksperci podkreślają, że nie chodzi o to, aby gorączkę bagatelizować. Przeciwnie, należy zawsze wyjaśnić, dlaczego do niej doszło i wdrożyć leczenie przyczynowe. Trzeba jednak pamiętać, że podniesiona temperatura ciała nie stanowi choroby – jest za to wyrazem mobilizacji organizmu do walki z patogenami.