foto: momente/shutterstock.com

Przez długie stulecia zdrowie i życie pacjentów bywało zagrożone przez rozpowszechnianie szkodliwych medycznych przesądów. Brak metody naukowej sprzyjał rozwojowi absurdalnych teorii, w których popularność trudno dziś uwierzyć.

Rewolucja medycznej myśli naukowej zweryfikowała wiele zagrażających zdrowiu i życiu “legend”. Na przykład “terapię” chorób psychicznych w postaci zabiegu lobotomii czy upuszczanie krwi w myśl teorii humoralnej.

Ta druga sięga korzeniami do czasów Hippokratesa. Rozpropagował ją jednak w Europie rzymski medyk Galen. Jego teoria przez długi czas była niezwykle istotnym nurtem średniowiecznej medycyny. Uznawano, że choroby są efektem nierównowagi pomiędzy czterema zasadniczymi “humorami”: krwią, flegmą oraz dwoma rodzajami żółci. Aby przywrócić utraconą harmonię, upuszczano pacjentowi krew. Zdarzały się wyczerpujące, wielodniowe “terapie”, podczas których chorzy tracili po kilka litrów krwi. Bardzo często finalny skutek takiej metody był do przewidzenia, zwłaszcza, że nie znano wówczas transfuzji.

Terapia humoralna stosowana była przez wiele stuleci, nawet w XIX wieku.

Inny przykład medycznego absurdu to tak zwana teoria miazmatów. Przez bardzo długi czas bakterie i wirusy nie były znane. W Europie szalały niezwykle groźne, wyniszczające epidemie chorób zakaźnych. Próbowano tłumaczyć te zjawiska teorią miazmatów – wyziewów. Tak zwane “morowe powietrze” miało stanowić przyczynę medycznych kataklizmów. Za błędnymi diagnozami podążały mylne terapie, począwszy od upuszczania krwi, poprzez okadzanie pomieszczeń czy namaszczanie ciała wonnymi olejkami i perfumami. Z oczywistych względów takie metody leczenia nie okazywały się skuteczne. Co ciekawe, jeszcze w dziewiętnastym stuleciu teorię miazmatów wykładano na uniwersytetach medycznych. Pionierzy bakteriologii i epidemiologii usiłowali nagłośnić swoje odkrycia, ale trafiali na silny opór. Słyszeli, że ich osiągnięcia przeczą obowiązującej teorii miazmatów.

Inne niezwykle szkodliwe przekonanie stanowiła oryginalna “metoda leczenia” chorób psychicznych. Jej słynnym wyznawcą był amerykański psychiatra Walter J. Freeman, który “wyleczył” w ten sposób kilkadziesiąt tysięcy osób. Neurochirurg wykonał w swojej karierze 3500 zabiegów lobotomii. Medyk wbijał szpikulec do lodu przez oczodół pacjenta, wprowadzając go pod gałkę oczną. W przekonaniu Freemana ten rodzaj zabiegu miał leczyć depresję, psychozę czy inne schorzenia o podłożu psychicznym. Tymczasem wiele osób umierało na stole operacyjnym lub doznawało nieodwracalnych uszkodzeń mózgu. Pomimo swojej kontrowersyjności metoda była przez długi czas ceniona, a jej krytycy doświadczali lekceważenia. Freeman twierdził, że usuwa w ten sposób komórki nerwowe odpowiedzialne za procesy chorobowe. Dopiero w 1967 roku odebrano mu prawo do wykonywania zawodu, a w 1949 roku Egas Moniz otrzymał Nagrodę Nobla za badania nad terapeutycznymi efektami zabiegu lobotomii.

Pomimo protestów neurolog zachował tytuł laureata tego prestiżowego wyróżnienia.

Z perspektywy współczesnej wiedzy naukowej wiele dawnych medycznych przekonań wydaje się absurdami. Brakowało narzędzi do rzetelnej weryfikacji teorii i przekonań, które uchodziły za obowiązujące bądź popularne. Mimo swoich straszliwych skutków wiele podejrzanych metod przetrwało stulecia, również w środowiskach akademickich. Wbrew pozorom nie wszystkie medyczne przesądy są dziś martwym echem przeszłości, a niektóre z nich obalono stosunkowo niedawno.