foto: gopixa/shutterstock.com

Chociaż w Polsce około 95% dzieci do drugiego roku życia jest zaszczepianych zgodnie z obowiązującymi przepisami, specjaliści zauważają, że liczba dzieci, których rodzice odmawiają podania szczepionek, z roku na rok coraz bardziej wzrasta. W związku z tym rośnie też liczba kar nakładanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS). Jednak, jak twierdzi sprawujący tę funkcję Marek Posobkiewicz, o wiele ważniejsze od ściągania grzywien jest szerzenie świadomości zdrowotnej w społeczeństwie.

Irracjonalny trend

Ludzie powinni zdawać sobie sprawę z korzyści, jakie niosą szczepienia. Wprawdzie umieralność dzieci w obecnych czasach jest – przynajmniej w naszej części świata – bardzo niska, jednak stanowi to zasługę właśnie powszechnych szczepień ochronnych i rozwoju współczesnej medycyny. Wydawałoby się, że wiedza na ten temat jest powszechna, a przeczące jej argumenty pozbawione dowodów naukowych nie będą znajdować wielu zwolenników.

Niestety wygląda na to, że jest dokładnie odwrotnie – coraz więcej osób podaje w wątpliwość zarówno bezpieczeństwo przyjmowania preparatów, jak i ich skuteczność. To już nie tylko obawy o skład chemiczny szczepionek, które miały rzekomo wywoływać autyzm. Istnieją rodzice, którzy wierzą, że dobrze zbilansowana dieta pełna naturalnych składników odżywczych obecnych np. w czosnku czy miodzie, lepiej buduje odporność dziecka niż zalecane przez państwo substancje.

Świadczą o tym dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH). Przed 2010 r. liczba rodzin uchylających się od szczepienia dzieci sięgała 4 tysięcy przypadków rocznie. W 2012 r. liczono już około tysiąc więcej, w 2013 r. – 7 tysięcy przypadków, a w 2015 r. – aż 16 tysięcy. W roku 2016 podania dzieciom szczepień odmówiła rekordowa liczba, bo aż 23 tysiące rodziców.

Do najczęściej unikanych szczepień należą te, które podaje się bezpośrednio po porodzie – przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (WZW typu B) oraz przeciwko gruźlicy. Analiza danych z lat 2016 i 2017 przeprowadzona w woj. lubuskim wykazała, że kary nakłada się zwykle w przypadkach nieszczepienia dzieci do piątego roku życia. W większości toczących się postępowań, rodzice nie zapewnili dzieciom żadnego z obowiązkowych szczepień ochronnych, jakie powinny zostać w tym okresie wykonane.

Kary bezskuteczne?

Eksperci uważają, że zjawisko ma swoje źródło w niewiedzy, dlatego kary finansowe są nadal traktowane jako element ostateczny. Wcześniej rodzice otrzymują zaproszenia, powiadomienia i wezwania, które zazwyczaj jednak nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Nie ma w tym zresztą nic zaskakującego – motywem działania dorosłych jest lęk o własne dzieci, a takie odczucie nie zniknie pod wpływem zagrożenia grzywną. W istocie kara finansowa może doprowadzić tylko do jeszcze większego osłabienia zaufania obywatela do własnego państwa. Jedyną sensowną reakcją na obserwowane zjawisko wydają się być dobrze zorganizowane akcje edukacyjne.

Argumentem rodziców, którzy nie szczepią swoich dzieci bywa na przykład fakt, że mimo braku szczepienia dziecko nie choruje. GIS tłumaczy, że jeśli w całym kraju 95% dzieci jest szczepionych, to mamy do czynienia z efektem kokonu. Pozostałe 5% nadal znajduje się pod ochroną, ponieważ drogi rozprzestrzeniania się wirusów są ograniczone.

Postępowanie według przepisów

W całej Polsce drogi postępowania wobec rodziców są podobne. Po upłynięciu terminu szczepienia rodzice mogą spodziewać się wezwania do dopełnienia obowiązku w ciągu kolejnych 7 dni. Teoretycznie w przypadku braku reakcji grozi im grzywna w wysokości do 10 tysięcy złotych – taka kara może zostać nałożona kilka razy, ale łącznie nie może przekroczyć 50 tysięcy złotych.

W praktyce jednak kary są o wiele niższe – zazwyczaj wojewoda na wniosek inspekcji sanitarnej wyznacza kwoty w wysokości od 200 do 700 zł na jedno z rodziców, w zależności od liczby niewykonanych szczepień.

Rosnąca liczba grzywien

Jak poinformowała Małgorzata Sworobowicz – rzeczniczka wojewody pomorskiego – w 2015 r. nałożono 247 kar, w zeszłym roku – 239, natomiast w bieżącym roku – już 50. W woj. kujawsko-pomorskim nałożono w 2015 r. – 146 grzywien, a w minionym roku – 430. Liczby rosną w zastraszającym tempie we wszystkich województwach.

Mniej kar nakładanych jest w woj. warmińsko-mazurskim, ale i tam obserwuje się narastanie zjawiska. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna (WSSE) w Olsztynie podaje, że w 2014 r. odnotowano zaledwie 14 przypadków nałożenia grzywny, w 2015 r. – już 48, w 2016 r. – 42. Tymczasem od początku roku 2017 nałożono już 22 kary finansowe, co pozwala wierzyć, że do końca roku będzie ich kilka razy więcej.  Na dodatek w toku jest 270 postępowań, a 96 zażaleń rodziców czeka na rozpatrzenie w Ministerstwie Zdrowia.

O rosnącej tendencji uchylania się od szczepień mówią dane w każdym regionie kraju. Na Dolnym Śląsku w 2015 r. nałożono 76 kar, zaś w 2016 r. – już 190. W Wielkopolsce podczas całego roku 2016 orzeczono 119 grzywien, zaś od początku roku 2017 przyjęto już 72 wnioski o ukaranie. W Łódzkim liczba kar w 2016 r. wyniosła 115, a w 2017 r. – już 46. Dwukrotnie podniosła się również ilość nakładanych grzywien w woj. lubelskim.

Dalsze losy kar

Warto zwrócić uwagę na fakt, że ściągalność nałożonych kar finansowych utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Po otrzymaniu decyzji o grzywnie, rodzice mają prawo złożyć zażalenie do Ministerstwa Zdrowia, a w jeśli dostaną odpowiedź odmowną mogą odwołać się do sądu administracyjnego. Nawet jeśli kara zostanie w danym przypadku utrzymana, do jej zapłacenia może minąć bardzo dużo czasu. Wiele odwołań okazuje się jednak skutecznych i pozwala uniknąć wydatku.

Na jakiej podstawie rodzice odwołują się od decyzji wojewodów wydanych na wniosek lokalnych inspekcji sanitarnych? Większość z nich stara się udowodnić, że aktualne przepisy nie stanowią podstaw prawnych do podejmowania egzekucji, co stanowi raczej jedyny argument możliwy do zaakceptowania w oczach urzędników. Lęk o zdrowie dzieci nie jest bowiem uzasadniony w świetle stanowiska współczesnej medycyny.

Niekiedy rodziny powołują się także na złą sytuację materialną niepozwalającą na ponoszenie dodatkowych kosztów. Z danych pochodzących z różnych województw wynika jednak, że rodzice o określonych poglądach wolą dalej ponosić kary i odwoływać się od nich niż zaszczepić swoje dzieci. Pod tym względem kary finansowe jako narzędzie przymusu okazują się być zupełnie nieskuteczne.

Obawy ekspertów

Wzrost tendencji do unikania szczepień poważnie niepokoi specjalistów. Jak informuje Anna Obuchowska – zastępca dyrektora WSSE w Gdańsku – największa liczba nieszczepionych dzieci (w przeliczeniu na tysiąc dzieci podlegających obowiązkowi szczepień ochronnych) mieszka w Sopocie (17,26%), w Gdyni (10,06%) oraz w powiecie kartuskim (7,45%). Na razie nie zaobserwowano wpływu zjawiska na stan bezpieczeństwa endemicznego tej części kraju. Jednak przy utrzymaniu aktualnego tempa wzrostu, już za kilka lat może dojść do rozwoju lokalnych ognisk epidemii chorób zakaźnych.

Dyrektor warmińsko-mazurskiej WSSE Janusz Dzisko jest zdania, że każde kolejne niezaszczepione dziecko podnosi ryzyko realizacji takiego scenariusza wydarzeń. Jeśli ogólna liczba szczepionych dzieci w kraju spadnie do 80%, choroby uważane obecnie za trwale wygaszone, mogą znów dać się we znaki całemu społeczeństwu.

Aktualne wyniki zachorowalności są zróżnicowane – w ciągu ostatnich dwóch lat spadła ilość przypadków różyczki i ospy wietrznej, ale za to przybyło zachorowań na odrę oraz krztusiec.