foto: Jarun Ontakrai/shutterstock.com

We Francji wszczęto dochodzenie po tym, jak jeden z naukowców zatrudnionych w renomowanym Instytucie Pasteura przywiózł do Paryża próbki zabójczego wirusa MERS-CoV z Korei Południowej. Zdaniem władz oraz opinii publicznej sposób przewożenia próbek oraz ich przechowywania stanowił wyraz rażącej nieodpowiedzialności, która mogła kosztować życie wielu ludzi.

Niebezpieczny bagaż

Uczony, który podróżował z Azji do Europy, rzeczywiście postępował wyjątkowo lekkomyślnie. Włożył trzy próbki niezwykle groźnych drobnoustrojów do opakowań na kosmetyki i 11 października 2015 r. wniósł je na pokład samolotu relacji Seul – Paryż. Transport materiału nie został nawet zgłoszony koreańskim władzom sanitarnym, a tego wymagały przepisy.

To jednak nie koniec niefrasobliwego podejścia badacza. Po powrocie do Paryża przez ponad tydzień przechowywał on próbki w zwykłej szafce Instytutu, co trudno nazwać odpowiednimi warunkami dla niebezpiecznego patogenu.

Dochodzenie francuskich władz

Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że jej ujawnienia dokonały nie władze francuskie czy też dyrekcja Instytutu Pasteura, ale koreańskie media.

Teraz Instytut tłumaczy się przed narodową Agencją ds. Bezpieczeństwa Leków i Produktów Medycznych (ANSM). Placówka naukowa zapewnia, że w rzeczywistości próbki nie przedstawiały realnego ryzyka, gdyż zawarte w nich wirusy były „unieszkodliwione”. Uważa też, że jedynym niedopatrzeniem ze strony pracownika był brak powiadomienia władz sanitarnych w Seulu. Poza tym próbki zostały już zniszczone.

ANSM uznała jednak takie wyjaśnienie za niewystarczające i zdecydowała o wszczęciu śledztwa.

Szanowany ośrodek naukowy

Instytut Pasteura to znany na świecie ośrodek badań naukowych, do tej pory cieszący się doskonałą opinią. Jest on prywatną naukowo-badawczą organizacją non-profit, założoną jeszcze w 1888 r. przez członków Akademii Nauk. Jej patronem pozostaje jeden z założycieli – Ludwik Pasteur – wynalazca pierwszej skutecznej surowicy przeciwko wściekliźnie.

Aktualnie organizacja stara się kontynuować jego dzieło. Prowadzi szeroko zakrojone badania w dziedzinach takich, jak immunologia oraz mikrobiologia. Główne cele zatrudnionych naukowców to zwalczanie chorób zakaźnych i opracowywanie nowych szczepionek. Instytut posiada wiele filii  zarówno we Francji, jak w innych krajach.

Zabójczy wirus

Przemycony przez badacza wirus należy do najnowszych patogenów odkrytych przez współczesną naukę. Jest też wyjątkowo niebezpieczny – to koronawirus MERS-CoV – po raz pierwszy zaobserwowany na świecie w roku 2012. Początkowo atakował tylko na Bliskim Wschodzie, jednak wkrótce odnotowano też zachorowania w innych częściach świata.

Wirus jest najprawdopodobniej przenoszony przez wielbłądy. Jego obecność zidentyfikowano w mleku, moczu, kale oraz wydzielinie z dróg oddechowych zwierząt. Takie źródło wyjaśnia pierwotne miejsce występowania zagrożenia. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób doszło do rozprzestrzenienia się patogenu w Korei Południowej.

Według danych pochodzących ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), a także z Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), od 2014 r. odnotowano już ponad 800 zakażeń, z których 353 zakończyły się śmiercią pacjentów. Ponadto objęto kwarantanną kilka tysięcy ludzi, u których podejrzewano możliwość przenoszenia wirusa. Pacjenci pochodzili z bardzo różnych krajów – z Algierii, Tunezji, Grecji, Włoch, Francji, Niemiec, Austrii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Malezji, Filipin, a także z Korei Południowej. Tam właśnie miała miejsce ostatnia fala zachorowań w 2015 r.

Wirus wywołuje ciężką infekcję dróg oddechowych określaną jako Bliskowschodni Syndrom Oddechowy – w skrócie MERS (Middle East Respiratory Syndrome). Powoduje także niewydolność nerek. Początkowe objawy przypominają jednak zwykłą grypę. Wśród nich obserwuje się kaszel, duszności, gorączkę, zapalenie dróg oddechowych, a także zaburzenia pracy układu pokarmowego takie, jak bóle brzucha, wymioty i biegunka. Około 38% pacjentów umiera w krótkim czasie od rozwinięcia choroby.

Patogen MERS-CoV uważany jest obecnie za zagrożenie większe niż SARS – zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej odkryty w 2002 r. w Chinach. Naukowcy nie dysponują na razie żadną bronią przeciwko infekcjom. Nie istnieje żaden lek zwalczający chorobę ani szczepionka, która ograniczyłaby występowanie koronawirusa. Jedynym aktualnym zaleceniem jest profilaktyka – dbałość o przestrzeganie podstawowych zasad higieny oraz unikanie kontaktu z osobami chorymi lub ze zwierzętami.

Uczeni z różnych ośrodków naukowych na świecie zwracają uwagę na fakt, że wirus może być wykorzystywany jako broń biologiczna, zatem badania z jego udziałem mające na celu poznanie mechanizmów infekcji i opracowanie szczepionki, powinny być przeprowadzane z poszanowaniem wszelkich standardów bezpieczeństwa. Trudno określić w ten sposób działania, do których doszło ostatnio w Instytucie Pasteura.