foto: Family Business/shutterstock.com

Na temat przyszłości polskiej branży farmaceutycznej od wielu miesięcy toczą się żywe dyskusje. Zwolennicy zmian proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia polemizują z przedsiębiorcami, którzy w większości sprzeciwiają się planom nowych regulacji. W ostatnich dniach głos na temat sytuacji polskiego rynku aptecznego zabrali eksperci z Centrum im. Adama Smitha (CAS).

Placówka ta od blisko trzech dekad zajmuje się prowadzeniem badań w dziedzinie ekonomii, a także edukacją, działalnością wydawniczą oraz tworzeniem innowacyjnych ustawowych rozwiązań systemowych. Powstała w 1989 r. jako kontynuator zainicjowanej rok wcześniej Akcji Gospodarczej oraz promotor idei wolnego rynku w Polsce. Aktualnie skupia wokół siebie przedstawicieli różnych dziedzin, między innymi ekonomii, prawa, polityki, socjologii oraz informatyki.

Niestabilność polskiego rynku farmaceutycznego

Specjaliści z CAS zauważają przede wszystkim dużą niepewność, która hamuje rozwój rynku farmaceutycznego w naszym kraju. Jak twierdzi prof. Robert Gwiazdowski, za tą sytuację odpowiada w dużej mierze otoczenie regulacyjne. Jego niestabilność utrudnia w znacznym stopniu planowanie oraz wdrażanie strategii rozwoju przedsiębiorstw, a także podbija ryzyko związane z nowymi inwestycjami.

Zagrożeniami dla całego sektora są głównie kwestie stale podlegające zmianom. Przykład stanowią tutaj zasady refundacji produktów leczniczych oraz prognozy dotyczące podniesienia kosztów działalności dla dystrybutorów. Za przyczynę wysokiej zmienności tych kalkulacji, eksperci uważają cyfryzację systemu nadzoru sprzedaży i dostaw. Ich zdaniem zmiana tego rodzaju nie powinna być wprowadzana w sposób wymuszony.

Największy niepokój budzi jednak projekt nowelizacji Prawa Farmaceutycznego, który może w ogromnym stopniu wpłynąć na przyszły kształt rynku i możliwości operujących na nim podmiotów. Według specjalistów, proponowane regulacje wygenerują dodatkowe koszty dla wszystkich biorących udział w łańcuchu produkcji i dystrybucji leków.

Dla przypomnienia: w projekcie nowelizacji znajdują się zapisy o ograniczeniach geograficzno-demograficznych związanych z zakładaniem nowych aptek, a także regulacje antykoncentracyjne. W myśl nowego prawa, jeden podmiot nie będzie mógł posiadać więcej niż cztery placówki. Intencją ustawodawców jest tutaj wsparcie aptek indywidualnych i ograniczenie ekspansywnego rozwoju sieci aptecznych. Wiele osób uważa, że takie działania wpłyną pozytywnie na podniesienie jakości opieki farmaceutycznej oraz prestiżu zawodu farmaceuty.

Możliwe następstwa nowelizacji

Eksperci CAS wskazują, że tego rodzaju ingerencja w rynek może mieć niestety także negatywne następstwa.

Po pierwsze, wprowadzenie nowelizacji w obecnym kształcie częściowo uniemożliwi zakładanie nowych aptek w miejscach najbardziej atrakcyjnych. Chodzi tu nie tylko o punkty korzystne dla przedsiębiorców, ale także dogodne dla pacjentów. Są to np. okolice przychodni lub szpitali., a także centra miast, osiedla o dużym zagęszczeniu oraz tereny znajdujące się w pobliżu węzłów komunikacyjnych.

Po drugie, rynek apteczny może ulec znacznej fragmentaryzacji. W dłuższej perspektywie dojdzie do rozdrobnienia podmiotów, które do tej pory dążyły do większej integracji w celu podnoszenia zysków. Zablokowanie tych dążeń prawdopodobnie odbije  się niekorzystnie na cenach leków nierefundowanych.

Ponadto zahamowaniu może ulec też rozwój istniejących aktualnie podmiotów. Odebranie im możliwości do przekształceń gospodarczych jest de facto niezgodne z prawem obywateli do zarządzania swoim majątkiem. Tymczasem padają również propozycje wprowadzenia ograniczeń franczyzy własnych marek oraz działania w grupach kapitałowych. Jak podkreśla ekspert z CAS, konieczność utrzymania pewnej swobody w tym zakresie wyznaczają  podstawowe zasady przedsiębiorczości, a także przyjęta Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego.

Skutkiem takiego postępowania może okazać się uzależnienie rynku od hurtowni i koncernów farmaceutycznych, które będą mogły bez ograniczeń dyktować aptekom własne warunki. Mniejsze podmioty na rozdrobnionym rynku nie będą miały bowiem wystarczającej siły negocjacyjnej, aby kształtować politykę cenową leków.

Dalsze konsekwencje mogą objąć również spadek miejsc pracy w branży farmaceutycznej, zachwianie płynności finansowej licznych placówek, a także zmniejszenie dostępu do leków dla obywateli.

Trudna sytuacja na obecnym rynku

Prof. Gwiazdowski zwraca także uwagę na inne problemy, które utrudniają funkcjonowanie w obecnie wytworzonej rzeczywistości rynkowej. Jednym z nich jest wysokość marż na leki refundowane. Polskie marże są najniższe w całej Unii Europejskiej, przy czym rynek stara się wywierać presję na marże w hurcie poprzez dążenie do konsolidacji. Świadczą o tym wyniki Farmacolu oraz Pelionu za rok 2016.

Zdaniem eksperta, kłopotliwe dla przedsiębiorców są też zbyt ogólne zasady narzuconej Dobrej Praktyki Dystrybucji, które mogą podlegać różnym interpretacjom ze strony Wojewódzkich Inspektoratów Farmaceutycznych. Na skutek tej sytuacji całościowe dostosowanie procedur przysparza firmom wiele trudności. Problematyczna wydaje się być również nadregulacja dotycząca ograniczenia wywozu leków deficytowych.

Efektem tych niejasności są często dodatkowe koszty związane z formalnościami i ciągłym obowiązkiem aktualizacji raportów. Tymczasem konkurencyjność firm zmagających się z namnożonymi przepisami konsekwentnie spada.

Inną kwestią, która zmniejsza zyski branży farmaceutycznej jest pozaapteczny obrót lekami z kategorii OTC. Jak zauważa ekspert, produkty te ma w swojej ofercie aktualnie ponad 300 tysięcy podmiotów pozaaptecznych w całym kraju. Nawet jeśli wyniki ankiet wskazują, że większość Polaków kupuje lekarstwa w aptekach, sprzedaż preparatów w innych miejscach w jakimś stopniu uszczupla ich przychody.

Według specjalisty z CAS, wszystkie omówione wyżej problemy oraz plany ustawodawców sprawiają, że dalszy rozwój branży farmaceutycznej stoi pod dużym znakiem zapytania. W takich warunkach prognozowanie zachowań rynku jest niemal wykluczone, a nowe inwestycje stają się ogromnie ryzykowne.