foto: graphbottles/shutterstock.com

W Polsce brakuje ważnych lekarstw, zwłaszcza tych najdroższych, refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Ministerstwo Zdrowia zamierza wprowadzić zintegrowany system monitorowania obrotu farmaceutykami, ale zacznie on obowiązywać dopiero w 2018 roku.

Krajowi producenci tłumaczą problem działaniami niektórych hurtowni, aptek czy producentów, którzy wywożą lekarstwa do krajów bardziej “opłacalnych”. Tamtejsze ceny za opakowanie znacznie przekraczają te obowiązujące na polskim rynku. Inni zaś twierdzą, że wiele farmaceutyków po prostu do naszego kraju nie dociera.

Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia deklarują, że mają skuteczny pomysł na walkę z tym wrażliwym społecznie problemem. Ma być nim tak zwany zintegrowany system monitorowania obrotu lekami. W zamierzeniu powinien on objąć cały rynek farmaceutyczny: producentów, hurtownie i apteki.

Dzięki wdrożeniu systemu będzie można ocenić, którego lekarstwa brakuje i na jakim etapie obrotu występuje problem.

Rzecz w tym, że rozwiązanie ma zostać uruchomione w przyszłym roku. Tymczasem zjawisko jest niezwykle niebezpieczne z punktu widzenia ochrony zdrowia publicznego i wymaga pilnych działań. Na polskim rynku brakuje między innymi tak ważnych dla zdrowia i życia preparatów jak:

  • stosowanego w terapii antynowotworowej Zoladexu,
  • wykorzystywanego w leczeniu zakrzepicy Clexane,
  • niektórych insulin, na przykład Lantusu.

Formalnie istnieją narzędzia mające na celu ograniczenie skali problemu.

Należy do nich lista lekarstw objętych zakazem wywozu czy wykaz farmaceutyków, na których wywóz wymagane jest specjalne pozwolenie. Praktycznie jednak podmioty trudniące się procederem nie przejmują się tymi ograniczeniami, a Ministerstwo Zdrowia nie jest w stanie skutecznie egzekwować obowiązujących zapisów o zakazie wywozu. Co więcej, jak podnoszą od dawna eksperci i przedstawiciele wielu środowisk, zakres kompetencji i uprawnień Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej jest zdecydowanie zbyt wąski.

W efekcie producenci, hurtownie oraz apteki wywożące farmaceutyki czynią to praktycznie bezkarnie, pozyskując sowite przychody i szkodząc interesowi publicznemu, jakim jest właściwa opieka farmaceutyczna.

Zdaniem Haliny Pilonis z Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego producenci leków refundowanych mają obowiązek zapewnić ich odpowiednią dostępność w aptekach. Jak zaznacza, krajowi producenci wywiązują się z tego obowiązku. Powinno się skutecznie ścigać przestępców łamiących prawo farmaceutyczne. Zdaniem przedstawicielki PZPPF należy bezwzględnie egzekwować aktualne przepisy karne wobec wszystkich tych podmiotów, które nielegalnie wywożą z kraju lekarstwa.

Z kolei reprezentant Polpharmy Sebastian Szymanek uważa, że właściwym rozwiązaniem jest nakładanie drakońskich kar (na poziomie milionów złotych) dla podmiotów, którym udowodniono proceder wywozu leków. MZ nie jest bowiem w stanie przewidzieć, które farmaceutyki są zagrożone wywozem. Sebastian Szymanek jako godny naśladowania podaje przykład Słowacji, gdzie obowiązują kary za opisywany proceder w wysokości do 100 000 euro.

Rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Milena Kruszewska nie odrzuca pomysłu zaostrzenia kar, twierdzi jednak, że realna walka z procederem nielegalnego wywozu leków jest bardzo złożona i wymaga wielu działań. Prowadzenie takich spraw i wykrycie takich działań jest bardzo trudne, najskuteczniejszym rozwiązaniem są mechanizmy likwidujące ich przyczyny – zaznacza przedstawicielka resortu.

Dodaje jednocześnie, że ważną rolę w zwalczaniu procederu powinny odgrywać Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna oraz prokuratura. Jak deklaruje, aby usprawnić nadzór nad prawidłowym obrotem lekami, planuje się wprowadzenie szeregu zmian do ustawy Prawo farmaceutyczne. Proponowane zmiany zakładają między innymi zwiększenie uprawnień PIF, jednak resort zdrowia nie podaje żadnych szczegółów odnośnie przygotowanych przez siebie zapisów.

Wcześniej Ministerstwo Zdrowia proponowało inne rozwiązanie: stworzenie tak zwanych osobnych grup limitowych.

Sklasyfikowane w nich leki miałyby ceny ustalane indywidualnie przez producentów, niezależnie od wymagań refundacyjnych. Kwota refundacji nie uległaby zmianie, a różnica pomiędzy ceną urzędową a rzeczywistą w aptece byłaby indywidualnie rozliczana pomiędzy producentem a NFZ. Pacjent nabywałby lek po dotychczasowej cenie, a czasami nawet po niższej.

Ten pomysł Ministerstwa wzbudził jednak opór krajowych producentów.

Uznali oni, że mógłby on w praktyce doprowadzić do wyparcia ich produktów z polskiego rynku. Przedstawiciel Polpharmy Sebastian Szymanek popiera jednak pomysł MZ. Jak mówi, stworzenie osobnych grup limitowych dawałaby możliwość dowolnego balansowania cenami tak, aby były one jak najbardziej atrakcyjne dla klienta. Mając do wyboru zachodni specyfik i polski generyk, wybór pacjenta padłby zapewne na ten pierwszy. Jak tłumaczy Szymanek, przeciętny klient apteki raczej nie zdaje sobie sprawy, że polski odpowiednik wcale nie jest gorszy od pierwowzoru. Wręcz przeciwnie – uważa reprezentant Polpharmy – jest już przetestowany i udoskonalony na podstawie doświadczeń z okresu ochrony patentowej.

Argumenty krajowych producentów sceptycznych wobec idei osobnych grup limitowych były jednak zdecydowane. Akcentowano między innymi, że grozi to nieuzasadnionymi preferencjami dla wybranych zagranicznych firm farmaceutycznych, to zaś uderzyłoby w sytuację krajowego przemysłu, uniemożliwiając mu uczciwą konkurencję na polskim rynku. Powodowałyby one niepotrzebne zwiększenie wydatków NFZ w każdym roku o równowartość środków przeznaczanych na całoroczny program bezpłatnych leków dla seniorów 75+, czyli o około 500 mln zł – argumentuje Halina Pilonis z PZPPF.

Wobec protestów projekt Ministerstwa Zdrowia został wstrzymany.

Aktualnie, jak informuje rzeczniczka resortu, trwa zbieranie informacji o dostępności leków i wyrobów medycznych od Głównego Inspektora Farmaceutycznego, aptek i innych uczestników rynku.

Na tej podstawie minister zdrowia ogłasza – w formie obwieszczenia – wykaz leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych najbardziej zagrożonych brakiem dostępności na terytorium RP – tłumaczy Milena Kruszewska.

Źródło: businessinsider.com.pl.