foto: 18percentgrey/shutterstock.com

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej wyraża niepokój w związku ze zbyt wolnym tempem upowszechniania nowoczesnej praktyki wystawiania zwolnień elektronicznych. Chodzi przede wszystkim o zwolnienia z tytułu niezdolności do pracy, które powinny przyjmować już formę e-dokumentów. Tymczasem większość lekarzy wciąż uparcie trzyma się tradycyjnych, papierowych zapisów. E-zwolnienia wystawia jedynie 3% uprawnionych do tego podmiotów.

Właściwie trudno winić kogokolwiek za korzystanie z wyznaczonego przez urzędników okresu przejściowego. Elektroniczne zwolnienia można wystawiać od początku 2016 r., a od 2018 r. mają one stać się jedyną dostępną i obowiązującą formą. Do tego czasu jednak można jeszcze korzystać z poprzedniego, tradycyjnego sposobu.

Przyczyny niechęci lekarzy

Wiceminister z rządzącej partii PiS Marcin Zieleniecki zwracał ostatnio uwagę na to, że niska liczba lekarzy korzystających z nowej metody może oznaczać kłopoty z przystosowaniem się do zmian. Podczas posiedzenia sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny przytaczał możliwe powody takiej sytuacji, w tym zasłyszane argumenty środowiska lekarskiego.

Chodzi przede wszystkim o zbyt wysoką cenę wykupu elektronicznego podpisu, a tylko taki warunkuje uwierzytelnienie e-dokumentu. Kłopotliwe są również skomplikowane procedury tego uwierzytelniania przeprowadzane przez platformę ePUAP.

ZUS oferuje rozwiązanie

Z propozycją rozwiązania powyższych problemów wyszedł Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Zgodnie z najnowszym pomysłem, do uwierzytelniania e-zwolnień mógłby posłużyć jego własny system informatyczny. W zeszłym tygodniu komisja sejmowa czytała ten projekt po raz pierwszy. W myśl przedstawionych założeń podpisywanie e-zwolnień przez Platformę Usług Elektronicznych ZUS ma być o wiele prostsze, a przede wszystkim – darmowe. Ma objąć takie dokumenty jak e-zwolnienia z tytułu niezdolności do pracy, ale również orzeczenia o braku przeciwwskazań do pracy czy też wnioski o przyznanie zasiłków chorobowych.

Na razie jednak elektroniczne zwolnienia należy sygnować kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub też podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP poprzez system ZUS. Lekarze narzekają, że obsługa tego profilu jest wyjątkowo skomplikowana i w toku codziennej praktyki zabiera zbyt wiele cennego czasu.

Niepewny termin ostatecznych zmian

Ostateczny termin zlikwidowania możliwości wystawiania papierowych dokumentów może się jeszcze zmieniać. Projekt jest wciąż analizowany. Z początku przewidywano potrzebę wydłużenia okresu przejściowego o rok, ale resort już wycofał się z tego stanowiska w trybie autopoprawki. Aktualny termin wyznaczony na 1 stycznia 2018 r. może okazać się jednak nierealny w praktyce.

ZUS zdecydowanie potrzebuje bowiem więcej czasu na przygotowania techniczne. W chwili obecnej jego platforma informatyczna nie jest gotowa do użytku przez lekarzy. Proponuje zatem wyznaczenie nowego terminu na 1 grudnia 2017 r., jednak Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opowiada się najpóźniej za datą 1 lipca 2017 r.

Nie ulega wątpliwości, że system musi być przejrzysty i powinien funkcjonować z jak największą prostotą, aby uniknąć ewentualnych błędów. Pomyłki w tym zakresie mogłyby nieść poważne konsekwencje zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów. Warto bowiem pamiętać, że celem wprowadzania elektronicznych dokumentów jest ułatwienie kontroli zwolnień – przede wszystkim tych, które występują najliczniej, czyli krótkookresowych L4. Obecnie trudno zweryfikować zasadność ich wystawiania, ponieważ papierowe dokumenty nie są dostępne dla urzędników od razu po ich wypisaniu. Natomiast wersje elektroniczne pojawią się w systemie natychmiast, dzięki czemu ZUS będzie mógł od razu wezwać ubezpieczonego do własnego lekarza orzecznika.