foto: Evlakhov Valeriy/shutterstock.com

Po uchwaleniu nowelizacji Prawa Farmaceutycznego określanej jako “Apteka dla aptekarzy” nie milkną głosy na temat możliwych następstw takiego kroku. Zadowolenie środowiska farmaceutycznego nie idzie w parze z pesymistycznym nastawieniem licznych przedsiębiorców, którzy obawiają się powolnej utraty wypracowanego majątku.

Ich obawy wypunktowane zostały niedawno w piśmie “Do Rzeczy” w artykule, który można przeczytać tutaj. Jego autor podkreśla m.in., że Sejm uchwalając nowelizację całkowicie zignorował stanowisko komisji deregulacyjnej. Komisja ta zwracała wcześniej uwagę na potrzebę wykreślenia z projektu zapisu, ograniczającego prawa do zakładania nowych aptek do farmaceutów prowadzących działalność gospodarczą, z wykluczeniem spółek kapitałowych. Zapis jednak pozostał.

Wątpliwości przedsiębiorców

Właściciele aptek, spośród których znaczna ilość nie posiada dyplomu farmaceuty, obawiają się konsekwencji praktycznych obecnego stanu rzeczy. Co się stanie, jeśli zostanie im wypowiedziana umowa najmu i nie będą mogli otworzyć lokalu aptecznego w innym miejscu? Czy osoby posiadające nieruchomości nie będą w przyszłości poddawane naciskom, aby wypowiadać umowy najmu takim aptekom?

Poza tym, co się stanie z dorobkiem życia po śmierci właściciela placówki? Jeśli wśród spadkobierców nie znajdzie się dyplomowany farmaceuta, lokal nie będzie miał prawa kontynuować działalności. Istnieje wprawdzie możliwość wykupienia apteki przez pracujących w niej farmaceutów, ale nie zwróci to rodzinie zmarłego realnej wartości majątku. W dodatku, jeśli placówka zostanie zamknięta z powodu śmierci właściciela, jego bliscy będą zobowiązani do pokrycia kosztów utylizacji pozostałych w niej leków. Ewentualnym wyjściem pozostaje zrzeczenie się spadku.

Do podobnych sytuacji może dojść już wkrótce. Dlatego właściciele sieci aptecznych uważają nowe prawo za antyrynkowe i godzące w podstawowe prawa obywateli do dysponowania własnym majątkiem. Wprowadzanie skrajnych restrykcji uznają za niepotrzebne i na dłuższą metę – niebezpieczne dla rynku.

Ich zdaniem tworzony właśnie za pomocą nowelizacji system będzie promował powstanie klanów aptekarskich, które w stosunkowo krótkim czasie przejmą całą branżę. W takich warunkach zachodzi ryzyko wystąpienia nieetycznych praktyk w rodzaju zmowy cenowej i windowania cen konkretnych produktów leczniczych. Placówki farmaceutyczne będą przekazywane w rodzinach, pod warunkiem oczywiście, że w kolejnym pokoleniu znajdą się osoby chętne do studiowania farmacji. Jest to jednak bardzo prawdopodobne ze względu na korzyści zagwarantowane właśnie tej grupie zawodowej.

Tu pojawiają się kolejne zarzuty skierowane bezpośrednio do Ministerstwa Zdrowia, a także do środowiska aptekarskiego w Polsce. Działanie urzędników zmierzające do uprzywilejowania jednej grupy zawodowej jest uważane za uchwalanie przepisów pod wyraźną presją lobbingu.

Dążenie do uchwalenia kontrowersyjnej nowelizacji tłumaczono na różne sposoby. Wskazywano między innymi na potrzebę wsparcia aptek indywidualnych, coraz częściej przejmowanych przez sieci apteczne, a także na potrzebę przywrócenia należnego prestiżu społecznego zawodowi farmaceuty. Zdaniem środowiska aptekarskiego, w ciągu ostatnich lat doszło do zrównania funkcji aptekarza z rolą sprzedawcy – właśnie za sprawą strategii marketingowo-sprzedażowych wdrażanych w sieciach przez managerów. Dlatego nowelizacja ograniczająca możliwość rozwoju sieci ma na dłuższą metę przyczynić się do poprawienia jakości obsługi pacjenta w aptekach oraz do podniesienia standardów opieki farmaceutycznej.

Przedsiębiorcy wyrażają natomiast ubolewanie z powodu przyjętego sposobu rozwiązania problemów. Ich zdaniem, można było wypracować wspólnie lepszy i bezpieczniejszy kompromis.