foto: angellodeco/shutterstock.com

Na świecie pojawiły się informacje o ponad trzydziestu nowych zakażeniach niebezpiecznym grzybem Candida auris. Doniesienia pochodzą przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, między innymi z Nowego Jorku, Illinois, Marylandu oraz New Jersey. Amerykańskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) ostrzega przed rosnącym zagrożeniem ze strony patogenu.

Grzyb Candida auris został po raz pierwszy zbadany w roku 2009, w Japonii, kiedy wyizolowano go z płynów usznych pobranych od zarażonych pacjentów. Krótko później stwierdzono przypadki kolejnych zakażeń na terenach Korei Południowej, Indii, Pakistanu, Kuwejtu, Izraela, RPA, Kolumbii, Wenezueli, a także Wielkiej Brytanii. W 2016 r. infekcje grzybem zostały uznane za rosnący i poważny problem na świecie.

Ciężkie infekcje

Do zakażeń dochodzi zazwyczaj w różnych placówkach opieki zdrowotnej, przede wszystkim w szpitalach. Grzyb atakuje głównie uszy, układ krwionośny oraz układ moczowy. Może wywoływać zakażenie ogólnoustrojowe oraz kandydemię. Jest wyjątkowo odporny na działanie farmaceutyków, a śmiertelność wśród osób zarażonych sięga aż 60%.

CDC przyznaje, że mechanizm za pośrednictwem którego następuje zgon pacjenta nie jest jeszcze wystarczająco zbadany.

Migracja patogenu

Analizy materiałów pozyskanych od zarażonych Amerykanów pozwoliły jednak na odkrycie innego faktu. Szczepy grzyba u pacjentów w USA okazały się być spokrewnione z tymi, które zidentyfikowano w Ameryce Południowej oraz w Południowej Azji. Byłoby to zrozumiałe, gdyby choć jedna z hospitalizowanych osób spędzała tam wakacje lub podróżowała w interesach. Jednak żaden z pacjentów nie przebywał ostatnio w tych częściach świata.

Tom Chiller, dyrektor CDC Mycotic Diseases Branch twierdzi, że wniosek płynący z tych informacji jest jasny: Candida auris dotarł do Stanów i tam też nastąpiły dalsze infekcje.

Specjaliści ostrzegają, że grupa pacjentów najbardziej podatnych na zakażenie to jednocześnie grupa najczęściej narażona na sepsę. Chodzi o pacjentów od dłuższego czasu leczonych w szpitalach, szczególnie na oddziałach intensywnej terapii. Obniżona odporność organizmu, wysoka liczba chorych oraz rodzaj stosowanych procedur medycznych podnoszą ryzyko infekcji. Zdaniem ekspertów, szczególną troską należy otoczyć pacjentów z wkłuciem centralnym oraz tych podłączonych do respiratora.