foto: Africa Studio/shutterstock.com

Jak wyglądały początki niezależnego aptekarstwa w naszym kraju? Dlaczego po prawie 30 latach historia zatoczyła koło i znów rozmawiamy o tym samym, a więc o „aptece dla aptekarza” ?

Początki niezależnego aptekarstwa w Polsce

Do 1989 roku apteki w naszym kraju były własnością państwową i podlegały Centralnemu Zarządowi Aptek. W momencie rozpoczęcia ich prywatyzacji w przestrzeni publicznej wrzała dyskusja na temat tego, czy apteki powinny być otwierane jedynie przez farmaceutów (Skąd my to znamy?). Projekt przepadł i do dzisiaj aptekę może otworzyć każda osoba, nawet ta niezwiązana w żaden sposób z branżą medyczną. Pojawiały się wtedy bliźniacze argumenty do tych, które obserwujemy obecnie. „Przecież to strzał w nogę kapitalizmu!”, „Jesteśmy za wolnym rynkiem!”. Czy też z drugiej strony barykady: „Nastawienie na zysk, zero moralności”, „Apteka to nie sklep, powinien ją prowadzić farmaceuta”.

Niedojrzała oraz niekonsekwentna polityka państwa w zakresie regulacji funkcjonowania aptek spowodowała również, że placówki te zamiast skupiać się na zadaniach, które do nich należą, a więc na dystrybucji leków, pomocy pacjentom oraz opiece farmaceutycznej, żyły „swoim życiem”, sprzedając w dużych ilościach specyfiki paramedyczne oraz kosmetyki, wchodząc niejako w kompetencje drogerii. Taka tendencja narastała z każdym rokiem w coraz większym stopniu. Już dziś w aptekach pojawiają się napoje energetyczne czy woda. Jeśli prawo się nie zmieni, może pojawić się więcej rzeczy niekonwencjonalnych. W jednej z francuskich aptek widziałem ostatnio okulary przeciwsłoneczne oraz maskotki. Naprawdę nie chciałbym, żebyśmy poszli w tę stronę. Nie chciałbym za dziesięć lat pracować w sklepie monopolowym z lekami tylko w aptece.

Niezbędne zmiany prawne

Wszystko w rękach polityków. Przestarzałe regulacje prawne wymagają gruntownych reform. Mam głęboką nadzieję, że one nastąpią i będą skierowane we właściwą stronę. Jarosław Kaczyński tuż przed wyborami w 2015 roku przekazał jasny komunikat dla farmaceutów, komentując sytuację krajowego rynku:

„Poprzemy Was. W Polsce dokonuje się proces niszczenia polskich aptek i niszczenia tego zawodu. My będziemy polskich aptekarzy bronić, w Polsce musi powstawać polski biznes, ten aptekarski jest szczególnego rodzaju. Zawód farmaceuty wymaga nadzwyczajnych kwalifikacji, często jest to biznes z pokolenia na pokolenie. Będziemy Was wspierać”.

Minęło półtora roku, są „darmowe leki dla seniorów”, ale oprócz tego nie zaobserwowałem w polskich aptekach ŻADNYCH ISTOTNYCH ZMIAN.

Pytania do polityków

Projekt „Apteka dla aptekarza” po wizycie w Izraelu Ministra Rozwoju Mateusza Morawieckiego został wyrzucony do kosza i będzie (podobno) pisany na nowo. Pytanie, czy Minister zna realia funkcjonowania polskich aptek? Czy słyszał o dumpingowaniu cen? O odwróconym łańcuchu dystrybucji? O tym, że apteki indywidualne są konsekwentnie „zjadane” przez większe podmioty, które wskutek braku regulacji są otwierane po przeciwnej stronie ulicy? O tym, że mimo olbrzymiej wartości rynku farmaceuci zarabiają bardzo mało i jeśli tylko mają taką możliwość wyjeżdżają za granicę? Czy słyszał o tym, że opieka farmaceutyczna nawet w najbogatszych sieciach nie istnieje? O tym, że suplementy diety nie mają właściwie żadnej profesjonalnej kontroli przed wejściem na rynek? O tym, że niektóre sieciówki montują mikrofony przy stanowiskach obsługi, aby inwigilować swoich pracowników? Czy wie o tym, że prosty błąd lekarza, który wypisał błędnie receptę pozbawia codziennie tysięcy osób refundacji na lek?

To prawda. Mamy tanie leki i to jest chyba jeden z nielicznych plusów aktualnego stanu rzeczy, ale jednocześnie elektroniczne recepty nie istnieją (w Szwecji są dostępne od ponad 20 lat), nie ma żadnej komunikacji na linii lekarz – farmaceuta, nie prowadzimy żadnej opieki farmaceutycznej i mamy masę problemów do rozwiązania.

Drugie podejście?

Ministerstwo zdrowia tłumaczy, że potrzeba czasu, aby projekt ten przygotować we właściwy sposób, uwzględniając argumenty obydwu stron. Niestety to oczekiwanie, w moim odczuciu, nie zapowiada niczego optymistycznego.

Józef Sawiczewski, profesor farmacji na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1810-1825, w swoim dziele „Historia farmacyi”, które nota bene jest najstarszym opracowaniem historii aptekarstwa, pisze staropolskim językiem:

„Piękne w tym celu od rządu Królestwa Polskiego wydane przepisy ograniczające wolność kupców handlujących wszelkiemi bez różnicy lekarskiemi produktami, jako też i Aptekarzy, częste i niespodziewane Aptek przeglądy, ścisłe examina praktykujących jako też kandydatów na Magistrów, każą się spodziewać, że przy zupełnem ich wykonaniu, Farmacya stanie na stopniu przeznaczonym sobie, czyli DOSKONAŁOŚCI.”

Nie pozostaje nam więc nic innego, jak żyć optymizmem wybitnego polskiego profesora – Józefa Sawiczewskiego.

mgr farm. Mateusz Dutka

Zapraszamy na pierwszą część artykułu Apteki kiedyś i apteki dzisiaj, w której opisujemy historię  kształtowania się aptek na przestrzeni wieków.