foto: Login/shutterstock.com

W ostatnich czasach odżywa zainteresowanie fizjonomiką. Ta zapomniana już nieco pseudonauka narodziła się w czasach starożytnych i ewoluowała w trakcie kolejnych epok.  Polega ona na przekonaniu, że wygląd twarzy, jej charakterystyczne cechy, a także wyrazy mimiczne, postawa oraz bezwiednie wykonywane gesty mogą świadczyć o zdrowiu człowieka, jego charakterze oraz predyspozycjach.

Osoby parające się fizjonomiką poszukują odzwierciedlenia stanów somatycznych i psychicznych przede wszystkim w wyglądzie człowieka. Podstawą „diagnostyczną” jest dla nich twarz. Istnieje kilka nurtów tej szkoły, które dzielą fizjonomię na dwie lub trzy strefy. Na przykład czoło ma reprezentować stan władz umysłowych, nos oraz policzki odpowiadają za sferę emocjonalną, natomiast usta i broda świadczą o kondycji fizycznej.

Wartość naukowa fizjonomiki pozostaje kwestią sporną i wątpliwą w świetle dzisiejszej nauki. Badania starające się wykazać jej trafność najczęściej pomijają inne zmienne, które również mogą decydować o wynikach. Należy pamiętać, że jako metoda nieweryfikowalna, fizjonomika łatwo może stać się narzędziem do czerpania zysków z ludzkiej naiwności. Warto zauważyć też, że w historii dziedzina ta kilkukrotnie przysłużyła się celom nieetycznym i kontrowersyjnym – na przykład wspierała teorie rasizmu i stanowiła argument w dyskusji o eugenice. Zwolennicy eugeniki upatrywali w fizjonomice metody na przewidywanie i diagnozowanie chorób psychicznych.

Łatwo sobie wyobrazić, ile szkód powodowało tego rodzaju myślenie. Współcześni entuzjaści pseudonauki skupiają się raczej na „rozpoznawaniu” w rysach twarzy podatności na najczęściej występujące obecnie choroby. Należy zatem zachować czujność wobec argumentów, które usiłują sprawiać wrażenie opartych na nauce.

Przykładowe zasady współczesnej fizjonomiki

Dziś w Internecie łatwo można znaleźć instrukcje, jak ocenić stan zdrowia na podstawie lustrzanego odbicia. Na przykład przerzedzone brwi mają oznaczać niedoczynność tarczycy, która reguluje poziom tyroksyny – hormonu decydującego o witalności cebulek włosowych. Podobny mechanizm ma obowiązywać w przypadku rzadkich włosów na głowie, co dodatkowo łączy się jeszcze z niedoborem żelaza. Rzadkie owłosienie na łukach brwiowych może świadczyć również o rozwoju cukrzycy typu 2.

Uważa się też, że nieco zapadnięte skronie sygnalizują odwodnienie organizmu, zaś wyraźnie rysujące się na nich naczynia krwionośne informują o podwyższonym ciśnieniu tętniczym.

Ciekawym motywem są oczy. Podobno można wnioskować o zbyt wysokim poziomie cholesterolu na podstawie cienkiej białej linii tworzącej się wokół tęczówki. Również skóra wokół oczu uważana jest za dobry materiał diagnostyczny – krostki i grudki w tej okolicy mają alarmować o nieprawidłowym przetwarzaniu tłuszczów przez organizm. Znakiem kiepskiej kondycji są – o dziwo – sińce i worki pod oczami, które sugerują między innymi możliwość alergii pokarmowych i niewydolności nerek. Natomiast spuchnięcie górnej powieki wskazuje na problemy z funkcjonowaniem wątroby.

Wiele o zdrowiu wątroby może powiedzieć również cera. Pożółkła – jest oczywiście sygnałem żółtaczki. Nienaturalne zabarwienie bywa też skutkiem przyjmowania różnych farmaceutyków. Zmarszczki zaś są sygnałem rozwijającej się osteoporozy, co nie jest takie zaskakujące, zważywszy na to, że jedno i drugie jest bezpośrednio związane z dojrzałym wiekiem.

Jeszcze bardziej odkrywcze spostrzeżenia dotyczą jamy ustnej. Skłonność do krwawienia dziąseł ma wskazywać na zapalenie dziąseł lub schorzenia przyzębia.

Bardziej oryginalne są interpretacje rumieńców na policzkach. Wbrew obiegowym przekonaniom o oznakach siły i dobrej kondycji, rumieńce mają zapowiadać kłopoty z nadciśnieniem lub choroby takie, jak zespół Cushinga, w którym występuje nadprodukcja kortyzolu.

Obrzęk ust niechybnie ostrzega przed niedoczynnością tarczycy. Świadczy też o przewlekłych zaparciach – ale tylko wtedy, gdy opuchnięta jest wyłącznie dolna warga. Bladość rąbka ust mówi o niedokrwistości, zaś często występujące afty mogą być kojarzone z chorobami układu oddechowego.

Ciekawe rzeczy wnioskowane są też na podstawie ukształtowania płatków uszu. Zmarszczki czy bruzdy w małżowinie lub części wypełnionej chrząstką mają odzwierciedlać choroby układu krążenia.

Historia fizjonomiki

Powyższe opisy stanowią wystarczający dowód na to, że fizjonomikę należy traktować z dystansem. Stanowi ona bardziej relikt z czasów, kiedy ludzie nie dysponowali jeszcze zbyt szeroką wiedzą o nauce i mechanizmach zachodzących w ciele człowieka.

Pierwsze nawiązania do tej teorii można odnaleźć w pismach Arystotelesa, zwłaszcza w dziele „Analityki”. Warto jednak zauważyć, że starożytni intelektualiści skłaniali się raczej do wnioskowania na podstawie wyglądu o charakterze, umyśle i stanach psychicznych, nie zaś o samym zdrowiu i chorobach. Zachowała się na przykład anegdota o nieprzyjęciu w poczet uczniów Pitagorasa niejakiego Cylona, gdyż jego rysy twarzy wskazywały rzekomo na „złą naturę”.

Początków zastosowania fizjonomiki jako diagnozy lekarskiej należy upatrywać raczej w średniowieczu za sprawą włoskiego lekarza i matematyka Girolamo Cardano. Wysunął on tezę głoszącą, że układ zmarszczek na czole człowieka można powiązać z niektórymi metalami, a nawet z astrologią. Jego twierdzenia popierał w tamtych czasach Paracelsus. Na skutek rosnącej popularności poglądów o wpływie sił innych niż boskie na kondycję człowieka, dziełami na temat fizjonomiki zainteresowała się inkwizycja. W 1559 r. papież Paweł IV umieścił je w spisie ksiąg zakazanych, dlatego w kolejnych latach dalszy rozwój tej dziedziny miał miejsce głównie w państwach znajdujących się poza strefą wpływów Watykanu.

Ponowne zainteresowanie europejskich myślicieli fizjonomiką nastąpiło w czasach renesansu, kiedy popularnym stało się przekonanie, jakoby oczy człowieka były „zwierciadłem duszy”. Wkrótce podjęto na nowo koncepcje Cardano i Paracelsusa. Stanowiły one inspirację dla medyków i filozofów. Do najsłynniejszych zwolenników fizjonomiki należeli  G. B. della Porty i Brown, których przemyślenia stały się oparciem dla teorii szwajcarskiego pastora Lavatera. Rozszerzył on wcześniejsze poglądy między innymi o cechy wyglądu wynikające z narodowości dając tym samym podstawę do późniejszych poglądów wykorzystywanych przez rasistów. U szczytu kariery Lavater opublikował czterotomowe dzieło, pt. „Physiognomische Fragmente”. Znalazło się w nim wiele portretów i ocen charakterów osób pochodzących z różnych kręgów i warstw społecznych. Były tam nawet analizy wyglądu i charakteru niektórych zwierząt. Teorie Lavatera zostały później skrytykowane i wyśmiane przez Hegla.

Współczesne osiągnięcia, a także doświadczenia i wnioski płynące z historii ostatnich stuleci sprawiły, że fizjonomika została uznana za pseudonaukę. Dziś oczywistym wydaje się, że sądów o człowieku, a zwłaszcza o jego zdrowiu, nie należy wydawać na podstawie wyglądu. Za pozytywny aspekt fizjonomiki można natomiast uznać inspirację do powstania licznych i imponujących dzieł literackich. Ślady żywego zainteresowania tą tematyką są widoczne w utworach Balzaka, Dickensa czy Brontë. Za najpełniejsze nawiązanie do kwestii odzwierciedlania ducha i umysłu w fizjonomii człowieka uważana jest powieść, pt. „Portret Doriana Graya” autorstwa Oscara Wilde`a.