Foto: ImageFlow/Shutterstock.com

Praca w aptece cały czas nas uczy, zadziwia i zaskakuje. Rzeczy, które wydają się nam oczywiste, są dla naszych pacjentów często zupełną abstrakcją. Okazuje się, że pacjenci nie znają podstawowych pojęć z zakresu anatomii, medycyny i farmacji. Nie odróżniają leku od suplementu diety, nie zwracają uwagi na nazwy substancji leczniczych. Dawkują leki jak chcą, pożyczają sobie antybiotyki, bo komuś zostało kilka tabletek z poprzedniej kuracji. Potrafią połknąć czopki, zawiesinę antybiotyku przed każdym użyciem dopełniają „do kreski”. A przede wszystkim nie czytają i nie rozumieją tego, co jest napisane w ulotkach. Absurd niektórych sytuacji jest jak w popularnym niegdyś dowcipie: Jedna z pacjentek opowiada innej o objawach związanych z przerostem prostaty występujących u męża, a ta, wysłuchawszy całej opowieści, podsumowuje: Wie Pani, to ja mam to samo 🙂

Co możemy z tym zrobić? Edukować naszych pacjentów. Przy każdej nadarzającej się okazji. Przemycać informacje, tłumaczyć. Żeby chcieli sami poszerzać wiedzę, żeby nie bali się pytać – nas i lekarzy podczas wizyty. Chodzi przecież o ich zdrowie.

„Zamiennik leku”?

Gdy wróciłam do pracy w aptece po kilkuletniej przerwie, okazało się, że o ile w lekach na receptę i tych OTC nastąpiły tylko nieznaczne zmiany, pojawiły się pojedyncze nowe preparaty, o tyle półki z suplementami zaczęły się uginać pod ich naporem. Rozmowy z pacjentami pokazały jednak, że niestety, nie towarzyszył temu wzrost wiedzy i świadomości dotyczącej suplementów. Co gorsza, mam wrażenie, że niekiedy lekarze (ba!) nawet my sami polecamy je pacjentom, mając wielokrotnie wybór: lek albo suplement. Wiele złego w tym temacie robi również reklama, gdzie suplementom przypisuje się działanie lecznicze. Co więcej, reklamy sugerują, że np. wszyscy pijący kawę, mają niedobór magnezu, wszystkie osoby starsze – wapnia, dzieci z zaburzeniami koncentracji – znowu niedobór magnezu (co w reklamie zdiagnozowała pani pedagog!). A przecież każdy człowiek, każdy organizm jest inny. To, że sąsiadce, albo pani z reklamy brakuje witamin nie oznacza, że mnie także. Może się zdrowo odżywiam i nie muszę niczego suplementować. To, że chłopcu z reklamy mama podaje suplement diety na poprawę apetytu nie oznacza, że moje dziecko, które mało je też tego potrzebuje (jeśli rzeczywiście jest problem, przede wszystkim trzeba zwrócić się do lekarza i dietetyka).

Jak opowiadała w jednym z wywiadów prof. Kozłowska-Wojciechowska z WUM, wielu pacjentów jest przekonanych, że bez suplementów po prostu nie przeżyją. Już chyba tylko powietrza w kapsułkach brakuje. Dla pacjentów jest też niejako oczywiste, że skoro suplement jest dostępny w aptece, to leczy. Bo przecież w aptece kupuje się leki (a żywność w spożywczym!). Czasem mówią, że to „zamiennik leku”, choć sami nie są pewni, co należałoby w takiej sytuacji rozumieć pod określeniem „zamiennik”. Czy gdyby pacjenci mieli pełną świadomość tego, że suplement nie leczy, bo jest po prostu uzupełnieniem diety, tyle że w formie bardziej skoncentrowanej i ułatwiającej dawkowanie, nadal przeznaczaliby na ten cel tak ogromne pieniądze (w 2015 roku 3 miliardy złotych)? Nie twierdzę, że wszystkie suplementy z samego założenia są złe. Nie. Są takie, które w razie rzeczywiście potwierdzonych niedoborów w diecie, warto przyjmować. Ale do suplementów trzeba podchodzić z rozwagą. I zdecydowanie trzeba pacjentów edukować. Ja zaczęłam. I jaką miałam satysfakcję, gdy jeden z pacjentów, przy kolejnej wizycie zdecydowanie upomniał się o lek: Bo Pani Magister ostatnio mówiła, żeby wybierać leki.

Wiedza dla pacjenta

Bardzo ciekawą publikację dotyczącą suplementów diety przygotował Instytut Żywności i Żywienia. Co warto wiedzieć o suplementach diety – Poradnik Konsumencki w przystępny sposób odpowiada na pytanie, czym jest suplement diety i dlaczego jedynym skutecznym rozwiązaniem w przypadku choroby jest stosowanie leków. Warto uświadomić pacjentów, że:

  • suplement diety to nie lek, a żywność, a więc nie leczy, tylko uzupełnia normalną dietę lub istniejące w niej niedobory;
  • leki mają udowodnioną i potwierdzoną badaniami skuteczność (konieczne do zarejestrowania leku), suplementy zaś, do wprowadzenia do obrotu potrzebują jedynie zgody Głównego Inspektora Sanitarnego;
  • leki są pod stałą kontrolą, suplementy nie;
  • leki mają skład zgodny z tym, co jest podane na opakowaniu, w suplemencie, tak mówiąc z przekąsem, tylko producent wie, co jest w środku;
  • suplement, mimo braku działania leczniczego, może powodować działania niepożądane oraz wchodzić w interakcje z przyjmowanymi przez pacjenta lekami;
  • w aptece leki powinny być oddzielone od suplementów diety;
  • kategoria produktu (lek, suplement diety) musi być zaznaczona na opakowaniu;
  • reklamy suplementów nie zawierają na końcu informacji „Przed zastosowaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą…”;
  • zamiast sięgać po suplement diety warto, w miarę możliwości, lepiej zbilansować dietę, może pod okiem dietetyka;
  • suplementy diety nie powinny być podawane dzieciom;
  • jeśli jest wybór sięgamy po lek;
  • jeśli pacjent idzie do lekarza spisuje na kartce nie tylko leki, które przyjmuje, ale też suplementy;
  • nie można powiedzieć o suplementach, że są w 100% bezpieczne – np. reklamowany suplement z senesem i rzewieniem ma naturalnie i łagodnie wspierać funkcjonowanie jelit; tylko dlaczego nikt nie mówi, że właśnie antrazwiązki przyczyniają się do rozleniwienia jelit i w efekcie problem narasta.

Pacjenci zazwyczaj są chętni, by korzystać z naszej wiedzy i doświadczenia. Odbierają to, jako troskę o ich zdrowie. Dzielmy się naszą wiedzą. Sytuacji ku temu jest nieskończenie wiele. Gdy zamiast Apapu proponujemy Paracetamol, a pacjent mówi, że paracetamol na niego nie działa to dla nas informacja, że kolejny temat „edukacyjny” przed nami…

c.d.n.

mgr farm. Anna Skórka